Miewacie sny o jeździe rowerem?
Ja mam, nawet często. Nie wiem, czy przebieram nogami przez sen (Sahibowi zdarza się biegać). W każdym razie są one przeważnie niepokojące i dramatyczne.
Najczęściej jestem na zawodach. Dostaję mapę, która nie przypomina nawet mapy z tegorocznego DyMnO. Topograficzna - owszem, ale bez żadnej logiki. Zazwyczaj sporo tam bagien, rzek bez mostków i lasów bez dróg. Mnóstwo punktów, do których nie wiadomo jak dotrzeć! Na domiar złego, gdy już wyruszam w trasę, zawsze przytrafia mi się jakaś awaria, a to łapię gumę, a to hamulce nie działają...
Całe szczęście, że rzeczywistość jest zwykle łaskawsza niż sny. :)
Obrazek na podstawie fotki Łukasza Wasiewicza (MTBO w Wesołej).
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bez trzymanki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bez trzymanki. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 17 czerwca 2012
piątek, 25 maja 2012
Czas - niewidzialny przeciwnik
Autorem myśli na jutro jest Sahib.
„Jak ścigasz się z przeciwnikami, to jest łatwiej. Oni zawsze mogą się pogubić albo osłabnąć. Jak ścigasz się z samym sobą i czasem, to jest trudniej. Czas nigdy nie słabnie i nigdy nie zwalnia!"
Amen.
„Jak ścigasz się z przeciwnikami, to jest łatwiej. Oni zawsze mogą się pogubić albo osłabnąć. Jak ścigasz się z samym sobą i czasem, to jest trudniej. Czas nigdy nie słabnie i nigdy nie zwalnia!"
Amen.
niedziela, 22 kwietnia 2012
Na krótko
Z cyklu „wiosenna jazda na krótko”.
- Ojej, ale siniaki! Mąż cię bije?
- Nie, rower...
Udanej niedzieli!
- Ojej, ale siniaki! Mąż cię bije?
- Nie, rower...
Udanej niedzieli!
sobota, 24 marca 2012
Weźmij witek brzozowych przygarść
Dawno nic mi tak nie poprawiło humoru jak dzisiejsze umycie roweru. Czysty rower! Najtrudniejsze okazało się wyczyszczenie kasety. Czego tam nie było... „Weźmij witek brzozowych przygarść, a liści dębowych drugą, dziegciu garniec i takoż gliny, a tryby smaruj w każdą niedzielę i nie ustawaj, aż żaby na polach igrać poczną”.
Stoi sobie teraz dopieszczony (gdyby umiał mówić na pewno mruczał by z zadowoleniem), a w całym mieszkaniu unosi się ledwo uchwytny zapach smaru. Wiosna przyszła!
Stoi sobie teraz dopieszczony (gdyby umiał mówić na pewno mruczał by z zadowoleniem), a w całym mieszkaniu unosi się ledwo uchwytny zapach smaru. Wiosna przyszła!
piątek, 4 listopada 2011
Gdyby nie było pór roku...
Czytałam ostatnio książkę o dalekich krajach, w których nie ma pór roku. I tak sobie pomyślałam - jak to dobrze, że u nas lato gorące, zima biała, a między nimi tysiące odcieni kolorów, zapachów, temperatur. Dziś po nocnej przejażdżce po lesie, wydmach i koleinach wypełnionych liśćmi trochę narzekaliśmy na zmarznięte ręce i stopy, ale za to jak wspaniale było po powrocie napić się zielonej herbaty! Sahib to nawet coś mocniejszego sobie zaaplikował, a skoro już po 22, to mogę o tym wspomnieć ;)Jeżdżąc przeważnie cały rok okrągły po tych samych trasach, w kółko to samo, znamy każdą ścieżkę w lesie i każdą uliczkę, korzenie na single-trackach i fajne skróty. A gdyby pór roku u nas nie było? Cały rok stała temperatura, pogoda, oświetlenie? Gdyby nie pory roku, nuda wyzierałaby zza każdego zakrętu!
niedziela, 24 lipca 2011
Rower a gry planszowe
Po niewyobrażalnie długiej, 3-tygodniowej (!) przerwie od roweru wracam nie tylko na siodełko, ale i na bloga.
Miałam jako dziecko grę planszową pt. "Wakacyjna wyprawa". Była to jedna z tych zabawek, które kształtują gust, aspiracje i wyobrażenia o świecie na długie lata. Dziewczynka i chłopiec wspólnie podróżowali po planszy, robiąc różne fajne rzeczy. Na przykład - wiewiórka pokazuje Ci skrót przez las - posuwasz się 5 pól do przodu. Przewrócił Ci się kajak - suszysz się i czekasz dwie kolejki. I tak dalej w ten deseń.
Dlaczego dziś sobie o tym przypomniałam? Pojechaliśmy z Sahibem po południu (bo do południa spaliśmy) na taki ni to trening, i na stawy zajrzeć, i na ciastko. No i było jak w tej grze:
- zbyt długo delektujesz się kawą i ciastkiem - tracisz dwie kolejki,
- kurki w lesie znajdziesz - tracisz kolejkę,
- wymyślasz nowe skróty przez bagna (o których doskonale wiesz, że tam są!) - tracisz trzy kolejki,
wracasz do domu w mokrych butach i w dodatku załapujesz się na deszcz. Chyba trzeba będzie zacząć wstawać z kurami, ech...
Miałam jako dziecko grę planszową pt. "Wakacyjna wyprawa". Była to jedna z tych zabawek, które kształtują gust, aspiracje i wyobrażenia o świecie na długie lata. Dziewczynka i chłopiec wspólnie podróżowali po planszy, robiąc różne fajne rzeczy. Na przykład - wiewiórka pokazuje Ci skrót przez las - posuwasz się 5 pól do przodu. Przewrócił Ci się kajak - suszysz się i czekasz dwie kolejki. I tak dalej w ten deseń.
Dlaczego dziś sobie o tym przypomniałam? Pojechaliśmy z Sahibem po południu (bo do południa spaliśmy) na taki ni to trening, i na stawy zajrzeć, i na ciastko. No i było jak w tej grze:
- zbyt długo delektujesz się kawą i ciastkiem - tracisz dwie kolejki,
- kurki w lesie znajdziesz - tracisz kolejkę,
- wymyślasz nowe skróty przez bagna (o których doskonale wiesz, że tam są!) - tracisz trzy kolejki,
wracasz do domu w mokrych butach i w dodatku załapujesz się na deszcz. Chyba trzeba będzie zacząć wstawać z kurami, ech...
piątek, 24 grudnia 2010
czwartek, 16 grudnia 2010
List do Mikołaja
Zbliża się Gwiazdka, a jak Gwiazdka, to wiadomo - prezenty. Nie będę długo nudzić o jakiś korbach ani super-smarach. Wyselekcjonowałam specjalnie dla Czytelników najfajniejsze pomysły. Kto odrobił grzecznie treningowe plany, po zawodach czyścił rower z błota i nie stawiał go w przeciągach :), ten na pewno znajdzie pod choinką to, o co poprosił Mikołaja w liście!
Na początek coś dla zarobionych, którym czasu nie starcza na zajęcia domowe i treningi. Taki gadżet znalazłam tutaj i zapożyczyłam fotkę. Rower z wbudowaną pralką pozwoli ubrania jednocześnie brudzić i prać. Fantastyczne!

Coś dla prawdziwych elegantów. Fotka pochodzi z aukcji internetowej, która niestety się skończyła, ale wiecie - Mikołaj może wszystko!

Coś dla sprzętowych minimalistów - pompka mniejsza od długopisu. Fotka mojego autorstwa (a recenzja w przyszłości).

Dla rowerzystów-filatelistów. Na pewno tacy się znajdą. Świetny podarek, bo nie zajmuje zbyt wiele miejsca. Fotka pochodzi z aukcji internetowej.

Pralkę już mam, pompkę zresztą też, znaczków nie zbieram, a w krawatach nie chodzę. Ale zamierzam poprosić mojego Mikołaja o coś zupełnie innego - o wspólną przejażdżkę w święta. Albo nawet dwie!
A Wy napisaliście już listy?
Na początek coś dla zarobionych, którym czasu nie starcza na zajęcia domowe i treningi. Taki gadżet znalazłam tutaj i zapożyczyłam fotkę. Rower z wbudowaną pralką pozwoli ubrania jednocześnie brudzić i prać. Fantastyczne!

Coś dla prawdziwych elegantów. Fotka pochodzi z aukcji internetowej, która niestety się skończyła, ale wiecie - Mikołaj może wszystko!

Coś dla sprzętowych minimalistów - pompka mniejsza od długopisu. Fotka mojego autorstwa (a recenzja w przyszłości).

Dla rowerzystów-filatelistów. Na pewno tacy się znajdą. Świetny podarek, bo nie zajmuje zbyt wiele miejsca. Fotka pochodzi z aukcji internetowej.

Pralkę już mam, pompkę zresztą też, znaczków nie zbieram, a w krawatach nie chodzę. Ale zamierzam poprosić mojego Mikołaja o coś zupełnie innego - o wspólną przejażdżkę w święta. Albo nawet dwie!
A Wy napisaliście już listy?
wtorek, 21 września 2010
Mistrzyni i ja
Wpadł w moje ręce sierpniowy numer Zwierciadła, prawdziwie wypasiony - na okładce nie kto inny tylko Maja Włoszczowska! A w środku wywiad z Mają, przyjemnie poczytać. I oko miło zawiesić na fotkach, bo to ładna dziewczyna i z klasą. Tylko dziwny pierścionek ma na palcu, który pewnie do sesji jej dali.
Co mnie łączy z Mają? ;)
(w końcu trzeba mieć sportowych idoli)
Obie mieszkamy na poddaszu i pijamy kawę zbożową.
A, zapomniałabym. Obie lubimy pojeździć na rowerze. Dobre i to na początek...
Co mnie łączy z Mają? ;)
(w końcu trzeba mieć sportowych idoli)
Obie mieszkamy na poddaszu i pijamy kawę zbożową.
A, zapomniałabym. Obie lubimy pojeździć na rowerze. Dobre i to na początek...
poniedziałek, 16 sierpnia 2010
Zdiagnozuj się!
Trafiłam dziś na bardzo ciekawy quiz na stronie niejakiego Łasicy:
link
Wyszło mi 378 punktów... Pewnie dlatego tak mało, że nie mam przeraźliwego pingwinka. Ale za to mam niepokonanego tygryska. Może być?
link
Wyszło mi 378 punktów... Pewnie dlatego tak mało, że nie mam przeraźliwego pingwinka. Ale za to mam niepokonanego tygryska. Może być?
sobota, 14 sierpnia 2010
Lichtensteinieńskie rozmyślania
Ostatnio wracając z Alp przejechaliśmy tradycyjnie naszą ulubioną drogą przez Liechtenstein. Wizyta w tym państewku, choć krótka, zawsze wywołuje w aucie burzliwe spekulacje, na temat między innymi ceny kebabów i frytek, służby domowej, luksusowych samochodów, fabryki Hilti, stopnia ufortyfikowania, a nawet znaków drogowych. W ramach schłodzenia udaliśmy się na lody do Maka w pierwszej miejscowości po austriackiej stronie. Dopiero w domu wyczytałam nowe ciekawostki o Liechtensteinie. Podobno to światowy potentat w dziedzinie produkcji sztucznych zębów oraz osłonek do wędlin! Niesamowite, nie?
Ale nie o tym miałam pisać. Naszła mnie refleksja, czy ci potomkowie krzyżackich rycerzy (pochodzenie Lichtensteinczyków również jest przedmiotem naszych odwiecznych sporów) znają takie fajne zawody jak my: Bałtyk-Bieszczady Tour (1008 km), Maraton Rowerowy dookoła Polski (3130 km), Transcarpatia albo chociaż piesze setki na orientację? Czy mogą iść przez tydzień prawie dzikimi górami, albo cały tydzień spływać swoją graniczną rzeką lub jechać ileś tam dni wzdłuż granic swojego kraju?
Nie! Całe państewko, którego wymiary w przybliżeniu to 10x25 km można przebiec w dwie godziny i w kolejne dwie wrócić, i to po najdłuższej przekątnej ;)
Naprawdę mamy szczęście - pomimo że jesteśmy światowym potentatem tylko w produkcji oscypków, nie mamy raju podatkowego i nie jeździmy bentleyami, to rozległość naszej ojczyzny sprzyja ułańskiej fantazji i ciekawym wyczynom i mamy się gdzie rozpędzić.
A już za tydzień rozpoczyna się wspomniany Bałtyk-Bieszczady Tour. Na starcie stanie nasz kolega Damian, któremu będziemy gorąco kibicowali!
Ale nie o tym miałam pisać. Naszła mnie refleksja, czy ci potomkowie krzyżackich rycerzy (pochodzenie Lichtensteinczyków również jest przedmiotem naszych odwiecznych sporów) znają takie fajne zawody jak my: Bałtyk-Bieszczady Tour (1008 km), Maraton Rowerowy dookoła Polski (3130 km), Transcarpatia albo chociaż piesze setki na orientację? Czy mogą iść przez tydzień prawie dzikimi górami, albo cały tydzień spływać swoją graniczną rzeką lub jechać ileś tam dni wzdłuż granic swojego kraju?
Nie! Całe państewko, którego wymiary w przybliżeniu to 10x25 km można przebiec w dwie godziny i w kolejne dwie wrócić, i to po najdłuższej przekątnej ;)
Naprawdę mamy szczęście - pomimo że jesteśmy światowym potentatem tylko w produkcji oscypków, nie mamy raju podatkowego i nie jeździmy bentleyami, to rozległość naszej ojczyzny sprzyja ułańskiej fantazji i ciekawym wyczynom i mamy się gdzie rozpędzić.
A już za tydzień rozpoczyna się wspomniany Bałtyk-Bieszczady Tour. Na starcie stanie nasz kolega Damian, któremu będziemy gorąco kibicowali!
środa, 21 lipca 2010
Przekładaniec

Ostatnio przypomniała mi się ta fotka. Co zrobić, żeby nie wyglądać jak bohater filmu „Przekładaniec” (chodzi o ten stary polski film Wajdy, do którego scenariusz napisał Lem)? Stopy białe, dłonie białe, reszta opalona do krawędzi koszulki i rękawków. Sahib ostatnio przywiózł nawet eleganckie „szelki” z Mazovii 24 h :)
Wymyśliłam kilka sposobów:
1. Jeździć tylko nocą lub na trenażerze w piwnicy.
2. Jeździć bez ubrania.
3. Smarować się czekoladą .
4. Nigdy nie zdejmować rowerowych ciuchów.
5. Miejsca nieopalone pokryć stylowymi dziarami.
6. Cieszyć się życiem.
A jakie są Wasze sposoby?
środa, 14 lipca 2010
Zła żona
Nie bierzcie za żonę rowerzystki. Nie dość, że wszystkie pieniądze wyda na nowy rower, to jeszcze ciągle wyjeżdża gdzieś na zawody, albo trenuje, nie ma z niej pożytku w domu, ani w zagrodzie, i jeszcze płacze, żeby jej przerzutki wyregulować.
A w dodatku czasem coś wygra ;)
A w dodatku czasem coś wygra ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

